Kocham róże wiec półeczka którą zobaczyłam na targu wiedziałam, że musi być moja. Pierwsza myśl- będzie pasowała do młynka te same różyczki no pasuje jak ulał!!! Cena była przystępna więc nie zastanawiałam się wcale. Przyjechałam do domu i zaczęły się przymiarki gdzie półkę powiesić znalazłam miejsce i teraz nastąpił dylemat. Otóż czy zostawić kolor jaki jest, czy zetrzeć farbę i pomalować na kolor jak drewno przy młynku. Teraz kolor ma prawie identyczny jak krzesła więc nawet pasuje, ale na sto procent nie jestem przekonana. Meble są ciemne mają też ceramiczne uchwyty oczywiście z różyczkami i naprawdę ciężko mi podjąć decyzję. Więc proszę Was o radę moje drogie.



Rózia bo takie imię dostała nasza malutka kicia jest bardzo ciekawska, musimy bardzo na nią uważać bo obawiam się, że ta ciekawość ją zabije. Ostatnio dosłownie w ostatniej chwili uratowałam,małą gadzinę przed wpadnięciem do studni. Znalazła małą szparę i bardzo próbowała się tam wcisnąć. Inną jej ulubioną zabawą jest wchodzenie pod samochód i to nie, że wejdzie i będzie siedzieć nie ona pod silnik się pcha i nie wiem co ją tam tak pociąga. Wyciągnąć kota nie jest tak łatwo bo gdy my się pod auto wczołgujemy ona się chowa jeszcze bardziej, ot zabawa na całego. Więc od tej pory dopóki kota na rękach nie mam nikt samochodu odpalić nie może. W środę odwiedzili nas znajomi posiedzieli trochę już do odjazdu się szykują a tu kota nie ma. Poszukiwania się rozpoczęły wszyscy kici kici wołają a mała matrona w najlepsze zasnęła w parasolniku. Kinia mama naszej Rózi też niezła jest, mianowicie jej najlepszym miejscem obserwacji jest wyjazd na podwórko. Siedzi na środku i pilnuje, oczywiście jak mąż wjeżdża lub syn leniwie schodzi na bok, ale jak już ja chce wjechać to nie ma tak łatwo. Gadzina jedna ani drgnie siedzi w najlepsze na środku, wtedy ja ręczny z auta wysiadam kota pod pachę i na bok przenoszę bo sama nie odejdzie i dopiero mogę do garażu spokojnie wjechać. Takie powitania zdarzają się bardzo często, oczywiście jak pada mogę spokojnie wjeżdżać bo kocica deszczu nie cierpi. Rodzina nie wierzyła mi no jak to kot nie schodzi z drogi, ale jak sami zobaczyli na własne oczy to ubaw mieli niezły. Najgorsze jest to ze mąż czasem moim autem jeździ i co będzie jak Kinia nie zdąży się zorientować że to nie ja za kierownicą, a że stara już jest to i może niedowidzi. Nie wiem dlaczego ona się tak zaczęła zachowywać, ale to od wiosny się zaczęło może to już ze starości. Wiec uczulam wszystkich aby uważali na wyjeździe coby kot jeszcze przy życiu pozostał.







Biegnę teraz na ogród zobaczyć bo po wczorajszych ulewach mój ogródek w bagno się zmienił. Miłego weekendu a przede wszystkim słonecznego.
Pozdrawiam :)